Ethan McCue tłumaczy, dlaczego AI-art szkodzi wizerunkowi i przedstawia cztery lepsze alternatywy — od prostych edycji po zlecanie profesjonalistom.

Claude Platform na AWS oferuje kompletny dostęp do funkcji natywnego API Claude z uwierzytelnianiem AWS IAM i rozliczeniami w jednej fakturze.

Amazon Ring wybral Vapi do obsługi wszystkich połączeń, co pomogło startupowi AI głosowej pozyskać 50 mln dolarów przy wycenie 500 mln dolarów.
Deweloper software'u Ethan McCue opublikował na swoim blogu kontrowersyjny wpis, w którym ostro krytykuje stosowanie sztucznej inteligencji do generowania grafik. Jego zdaniem użycie AI-artu to sygnał „niskiej świadomości społecznej”, który automatycznie kojarzy się z negatywnymi emocjami. Artykuł dostępny jest na stronie autora.
McCue przedstawia cztery alternatywy dla AI-artu, od prostych edycji w programach graficznych po zlecanie prac profesjonalnym artystom, argumentując, że każda z nich jest lepiej odbierana przez odbiorców niż automatycznie generowane obrazy.
McCue rozpoczyna od osobistego przykładu — poprosił ChatGPT o wygenerowanie obrazu T-Rexa pokazującego kciuk w górę. Jego zdaniem normalna reakcja na takie działanie to „ughhh”, przewracanie oczami czy „fuck this guy”. Osoby, które nie reagują w ten sposób, to według niego odstępcy od normy.
Autor przedstawia sytuację w kategoriach teorii gier: najlepszy scenariusz to obojętność odbiorców, najgorszy i najczęstszy — pogorszenie się ich opinii o autorze. Nikt rozsądny nie pomyśli: „wow, musieli spędzić tyle czasu na promptowaniu”.
Leniwy Photoshop to pierwsza propozycja — McCue wziął zdjęcie T-Rexa z wiki Jurassic Park i w jspaint.app niechlujnie dodał emoji kciuka. Przyznaje, że mógł znaleźć rendering dinozaura z domeny publicznej, ale jeśli chodziłoby o własność intelektualną, AI w ogóle nie wchodziłoby w grę.
Ręczny rysunek to druga opcja — kredki, markery, akwarele i zdjęcie telefonem. Autor podkreśla, jak bardzo poprawia się postrzeganie, gdy można powiedzieć „moja 6-letnia siostrzenica to narysowała”. Radzi wykorzystać dostęp do dzieci, jeśli się go ma.
Zlecenie profesjonaliście to trzecia alternatywa. McCue zwraca się szczególnie do pracowników branży IT: „Czy macie pojęcie, jak negatywnie to o was świadczy, gdy macie sześciocyfrowe zarobki, ale nie chcecie wyłożyć gotówki na głodującego artystę?”. Sam zlecił pracę artyście z platformy Bluesky i jest zadowolony z rezultatu.
Ostatnia alternatywa ma charakter prowokacyjny — McCue sugeruje, że AI-art może służyć jako filtr dla „osób z pomniejszymi przypadkami poważnych uszkodzeń mózgu”. Porównuje to do klasycznych oszustw typu „Nigerian Prince” — osoby, które widzą takie treści i nadal się angażują, to najlepsze „dojne krowy”.
Autor kończy tę sekcję sarkastycznym: „Jeśli to właśnie chcesz robić, jeśli to właśnie chcesz być — powodzenia, frajerze”.
McCue przedstawia kontrowersyjny, ale jednoznaczny punkt widzenia: AI-art szkodzi wizerunkowi, a inwestycja w alternatywy — od najprostszych po profesjonalne zlecenia — zawsze przynosi lepsze rezultaty w odbiorze społecznym.